22 lutego br. Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował proces Mirosława R., ps. „Ryba”, i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest obserwatorem tej sprawy. Na rozprawie CMWP SDP reprezentowała  red. Aleksandra Tabaczyńska. Tym razem rozprawa była jawna. 

W piątek zeznawał były gangster Maciej B., ps. Baryła, odsiadujący obecnie wyrok dożywocia. Pełnomocnik Macieja B. złożył wniosek o wyłączenie jawności rozprawy ze względu na bezpieczeństwo rodziny świadka, którego sąd nie uwzględnił. Na pytanie sędziego: Co pan wie o zaginięciu Jarosława Ziętary? – świadek odpowiedział : Doszło do porwania i zabójstwa. Wiem gdyż z Lewandowskim jeździliśmy i byliśmy w mieszkaniu Ziętary, wiosną 92 roku na zlecenie senatora Gawronika. W kolejnych słowach Maciej B. podtrzymał, że oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L. brali udział w porwaniu Jarosława Ziętary 1. września 1992 roku oraz że działali oni na zlecenie Aleksandra Gawronika, który żądał „uciszenia dziennikarza”. Maciej B. opowiedział sądowi w jakich okolicznościach był naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza. Wyjaśnił również, że podczas rozprawy w 2016 roku „konfabulował” ponieważ nie otrzymał od prokuratora Kosmatego pomocy jakiej oczekiwał. Chodziło o obiecany mu akt łaski. Uściślił, że podczas śledztwa mówił prawdę, a dopiero w sądzie konfabulował, co tłumaczył z kolei działaniem pod wpływem emocji. Maciej B. oświadczył, że kolegował się z pracownikami poznańskiego Elektromisu. Podejmował także z nimi współpracę, mimo że sam nie był zatrudniony w holdingu. Tak też było w sprawie Jarosława Ziętary. Powiedział : wiosną 92 roku z Lewandowskim jeździliśmy na ulicę Kolejową i obserwowaliśmy, aby chwycić Jarosława Ziętarę i wytłumaczyć mu by nie kręcił się koło firmy (Elektromis) i nie robił zdjęć. Według świadka red. Ziętara fotografował bramę wjazdową Elektromisu, dzięki temu posiadał wiedzę kto wjeżdża, jakie tiry itp. Ochroniarze złapali też dziennikarza na terenie obiektu, gdzie również robił zdjęcia oraz został przez nich uderzony. Obserwowaliśmy Jarka jakieś dwa tygodnie. Tam był problem, bo w tej kamienicy schody skrzypiały bardzo mocno, a Jarek był czujny, bo był już wcześniej pobity. Nie wiedzieliśmy, czy miał telefon, mógł zadzwonić na policję – zeznał były gangster Maciej B. ps. Baryła. Maciej B. opisał też, jak wtargnął do mieszkania Ziętary. Jarek został chwycony na kanapie i przyduszony. Zaczęliśmy mu mówić, żeby się odczepił i przestał bruździć. Jego aparat był zniszczony, rozwalony. Przeszukaliśmy mieszkanie, znaleźliśmy filmy. Filmy były w lodówce, a za lodówką były małe pudełeczka, a w nich mikrofilmy. Ziętara mówił, że będzie problem, jak to weźmiemy. Mówił coś o UOP-ie, że to aparat i filmy z UOP-u. Nastraszyliśmy go, zabraliśmy te filmy i pojechaliśmy do firmy. Wyciągnęliśmy te filmy, na zdjęciu były jakieś obiekty gospodarcze. Nie przywiązywałem do tego wagi. Miałem wtedy 20 lat. Ja zrobiłem swoje Lewandowski mi zapłacił. Gdy Ziętara wspomniał o UOP-ie, ja nie wiedziałem o co chodzi, a Lewandowski śmiał się i mówił – niech to sobie przyjadą odebrać”. Świadek zeznał także, że red. Jarosław Ziętara miał bardzo dużą wiedzę o działalności holdingu Elektromis. Jarek szantażował Elektromis i Gawronika, że jeśli mu nie zapłacą, to ujawni wszystko, czym się zajmowali. Media są wielką bronią – kontynuował Maciej B. – wystarczy, że zaczną pisać o przemycie spirytusu i już służby odpowiednie będą się musiały tym zająć. Według słów świadka mówił on już o tym wcześniej prokuratorowi, ale on tego nie wpisał to protokołu. Na przełomie maja i czerwca 1992 roku do siedziby Elektromisu przyjechał Aleksander Gawronik. Byłem tam z Lewandowskim i innymi. (…) Senator Gawronik przyjechał z dwoma Rosjanami, ładnie ubranymi, Audi V8 na rosyjskich numerach. Rozmawiali z boku, o Jarku. Gawronik doczepił się jakichś wywietrzników, czy nie ma podsłuchów. Wtedy właśnie była ta rozmowa, że trzeba uciszyć Jarka. Według Macieja B. Jarosław Ziętara był nazywany przez Gawronika i ochroniarzy Elektromisu: „pismakiem”, „żydkiem”, a także ze względu na szczupłą budowę ciała „szczurkiem”. Świadek zeznał, powołując się na to co mu opowiadał Lewandowski, że według jego wiedzy do porwania doszło rano. Widziałem radiowóz, który stał w hangarze. W porwaniu brał udział Dariusz L., Lewandowski, Kapelski i Mirosław R. Jechali w czwórkę, byli w mundurach. Pojechali do Ziętary, gdy wychodził rano do pracy. Tam było wszystko ustalone, znali rozkład dnia Jarka (…) po tym, jak już Jarka nie było, pojechali do „Gazety Poznańskiej”, chodziło chyba o pozabieranie rzeczy z jego biurka. Po uprowadzeniu zabrali go na Wołczyńską. Był tam podobno bity trzy dni. Nie wiem, kto go bił, ale Lewandowski mi powiedział, że był bity. (…) Potem Jarek był rozpuszczony w kwasie. Robili to ci Rosjanie. Niszczenie zwłok miało miejsce w Chybach.

W Chybach, jak powoływał się świadek na relację Lewandowskiego, mieszkał Marek Z. i to na terenie jego posesji miało dojść do zniszczenia ciała ofiary. Maciej B. również przyznał, że oprócz radiowozu, który widział latem 1992 roku w hangarze Elektromisu, widział także legitymacje policyjne pod ringiem oraz mundury, widziałem je obok szafek pancernych z bronią. Mundurów były dwa albo trzy komplety„.

Podczas rozprawy pytania zadał również brat Jarosława, Jacek Ziętara, oskarżyciel posiłkowy. Pytał m.in.:

Gdzie dokonano samego zabójstwa?

Maciej B.: Był bity przez kilka dni, bodajże trzy dni, zabity został w hangarze na Wołczyńskiej.

Czy ktoś wchodził po uprowadzeniu brata do jego mieszkania?

Maciej B.: Był ktoś podejrzewam, że to był Marek Z.

Czy coś zabrano?

Maciej B.: Na pewno. Nie wnikałem w to. Nie interesowało mnie to.

Czy osoby związane ze sprawą przeszukiwały mieszkanie red. Kaźmierczaka?

Maciej B.: Tak. Słyszałem to od Romana Kapelskiego. Mnie tam nie było.

Kto zabił brata?

Maciej B.: przy zabójstwie byli Kapelski, Lewandowski, Mirek R., dwóch Rosjan. (…)Powiedział mi o tym Lewandowski.

Maciej B. oświadczył również, że do zeznań nakłonił go przypadek. Oglądał w telewizji jak red. Kaźmierczak mówił, że „prawdopodobnie boję się o rodzinę i dlatego się wycofam. Nie jestem tchórzem. Nie chcę, żeby społeczeństwo nazywało mnie tak jak nazywa.” Jednocześnie był niezadowolony z doniesień medialnych na jego temat.W drugiej części rozprawy, wznowionej po przerwie skonfrontowano zeznania świadka z poprzednich lat. Sędzia odczytywał słowa Macieja B. i na bieżąco dopytywał o rozbieżności, a następnie odtworzono protokół elektroniczny, który przerwano po prawie 25 minutach. Wyznaczono termin następnej rozprawy na 8 marca.

—-

Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował w radiu akademickim, współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni był widziany 1. września 1992 r. Wyszedł rano wyszedł i nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

 

Tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska