Ponad trzy lata przyszło czekać na wyznaczenie daty i rozpoczęcie, w Sądzie Apelacyjnym, procesu dotyczącego tzw. ochroniarzy. Apelację od nieprawomocnego wyroku uniewinniającego Mirosława R. ps. „Ryba”, i Dariusza L. ps. „Lala” skierował prokurator, domagając się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Mężczyzn, ochroniarzy holdingu Elektromis, oskarżono o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Rozprawa apelacyjna odbyła się 24 listopada w poznańskim Sądzie Apelacyjnym. Wyrok nie zapadł, bo w sprawie pojawił się nowy świadek, Anna D., poznańska dziennikarka i znajoma red. Ziętary ze studiów.  Ogłoszenie wyroku zapowiedziano. na 2 grudnia . Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest red. Aleksandra Tabaczyńska . 

Podczas rozprawy 24 listopada 2025 r. Anna D. złożyła swoje zeznania:

w 2021 roku, gdy w szerszym gronie zadawaliśmy sobie pytania, co jeszcze możemy zrobić, przypomniałam sobie, że były mąż mojej koleżanki ze studiów był kiedyś ochroniarzem Aleksandra Gawronika. Zadzwoniłam do niej, a potem do niego. Oddzwonił. Nie chciał się spotkać. Wszystko, co wiedział, opowiedział przez telefon. Za jego wiedzą i zgodą rozmowę nagrałam – zeznała Anna D. Ryszard B. na początku lat 90. ochraniał Aleksandra Gawronika i jego najbliższych. Dziwił się, że do tej pory nikt go jeszcze nie przesłuchał. Powiedział, że latem 1992 r. zadzwonił do niego Gawronik i wprost pytał, czy nie załatwiłby dziennikarza, który mu bardzo przeszkadzał. Ryszard B. się nie zgodził, wskazując inne metody, jak zastraszenie czy przekupstwo. Usłyszał w odpowiedzi, że to już było ćwiczone i nie przyniosło efektu. Po miesiącu Gawronik wrócił do sprawy, tym razem Ryszard B. odesłał go do wspólnego znajomego Janusza W., byłego ochroniarza Gawronika. W rozmowach Gawronika z Ryszardem B., według Anny, nie padało nazwisko Ziętary. Ochroniarz domyślał się, jednak o kogo chodzi, bo fotografia dziennikarza wisiała w pomieszczeniu ochrony w podpoznańskiej posesji Gawronika, w pobliżu której reporter był widywany. Gawronik miał zostać odesłany do Roberta A., ps. Antek, który także kiedyś dla niego pracował, a potem zatrudnił się w ochronie firmy Elektromis, której właścicielem był Mariusz Ś. Według zeznań Anny D., Gawronik miał pojechać do Elektromisu, by porozmawiać o uciszeniu Ziętary. Ryszard B. twierdził, że szef Elektromisu wręcz wyrzucił Gawronika z biura, ale zgodził się, na załatwienie sprawy dziennikarza z jego ochroniarzami.

Ryszard B. dalszą historię usłyszał właśnie od „Antka”. Dziennikarka zrelacjonowała także, jak miało wyglądać porwanie jej kolegi. Usłyszała od Ryszarda B., że porywaczy było czterech: oskarżeni przez prokuraturę „Ryba” i „Lala” oraz niewymieniany we wcześniejszych ustaleniach prokuratury i sądu „Antek”, a także nieżyjący już ochroniarz „Kapela”, który zginął w niejasnych okolicznościach w 1993 r. „Antek” zabezpieczał porwanie na ulicy Kolejowej. To znaczy w razie ucieczki Ziętary, dobrze biegający ochroniarz miał go dogonić i złapać. Ryszard mówił mi, że Jarek po porwaniu został zabrany na ul. Wołczyńską, do siedziby Elektromisu, do pomieszczenia ochroniarzy. Sugerował, że Jarek zginął, bo ktoś po prostu przesadził. Mówił mi, że znając wszystkich ludzi z tego otoczenia, zdolny do zabójstwa byłby ochroniarz  „Ryba”.  Twierdził też, że przed zabójstwem Jarka ten ochroniarz miał duże problemy finansowe, groziła mu chyba nawet  licytacja domu — zeznawała Anna D.

Z zeznań świadka wynika również, że po Jarosława Ziętarę nie przyjechał, jak dotąd zeznawano, samochód łudząco podobny do radiowozu tylko nieznany jej model granatowego volkswagena. Przed sądem świadek podała domniemaną kwotę (ok 500.000,- zł, w przeliczeniu na dzisiejsze realia), którą według Ryszarda B. mieli otrzymać oprawcy Ziętary od byłego senatora. Ponadto zimą na przełomie 1992 i 1993 r. ochroniarze pojechali na narty do Włoch. Przy alkoholu podobno zwierzyli się Markowi B., byłemu esbekowi z Poznania i jednocześnie organizatorowi wyjazdu, że są w górach za pieniądze za zabicie dziennikarza. Pytana o powody uprowadzenia i zabicia Jarosława Ziętary, Anna B. zeznała, że być może chodziło o zainteresowanie dziennikarza aferą ART-B, za którą Gawronik, już po zniknięciu Ziętary miała sprawę karną.Przyznała, że namawiała Ryszarda B. do złożenia zeznań w procesie przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi. Ryszard B. pojawił się potem w sądzie w listopadzie 2023 roku i złożył zeznania. Jednak sąd nie uznał tych zeznań za przełomowe, a Ryszard B. niespełna rok później zmarł. Anna B. zeznała taksżę, że w czasie pandemii, w okolicy jej domu w małej miejscowości ktoś namalował w tunelu, przy którym spaceruje duży czerwony napis „Ziętara to Ś… ski go zabił”. Podobne napisy pojawiały się jeszcze w różnych miejscach i świadek ma wrażenie, że były skierowane do niej.

Zamknięcie procesu i mowy końcowe stron

Po zeznaniach Anny B. sędzia Henryk Komisarski zamkną proces i strony wygłosiły mowy końcowe. Prokurator Tomasz Dorosz dowodził, że sąd I instancji niewłaściwie ocenił zeznania kluczowych świadków, które teraz wzmocniła dodatkowo Anna D. Oskarżyciel posiłkowy Jacek Ziętara, brat Jarosława bardzo emocjonalnie zwrócił się do sądu z apelem o podejście do zebranych dowodów w sposób nieszablonowy. To znaczy porównał je do rozbitej szklanki. Wskazał, że prokuratura przez lata szukała dowodów w sprawie Jarka, jak szkła ze stłuczonej szklanki. Ostatecznie posklejała okruchy w naczynie przypominające szklankę lecz to nieidealne naczynie, jest jednak szklanką. Sądy uważały, że prokuratura powinna przynieść idealną szklankę ze sklepu, czyli wskazać świadka, a najlepiej kilku, który wszystko widział i wszystko wie. W moim przekonaniu taki idealny świadek nie
istnieje, poza sprawcami, którzy najlepiej wiedzą, co się wydarzyło. Dlatego trzeba składać w całość zeznania tych osób, które podzieliły się swoją wiedzą – mówił Jacek Ziętara.

– W latach 50. ubiegłego wieku powstał firm „Dwunastu gniewnych ludzi”, podobno oparty na faktach. W sprawie poważnej i pozornie prostej do oceny, jedenastu ławników było za skazaniem oskarżonego, tylko jeden miał wątpliwości i zaczął mozolnie przekonywać pozostałych do swoich racji. Ostatecznie ten człowiek został uniewinniony. Ja proszę sąd, aby nie opierał się na wcześniejszych uniewinnieniach, lecz aby wydał wyrok w oparciu o własną ocenę faktów – apelował Jacek Ziętara. Na koniec, w gorzkich słowach, retorycznie pytał: Dlaczego państwo polskie przez 33 lata nie jest w stanie rozwiązać sprawy brata? Co stoi na przeszkodzie? Czy chodzi o rolę służb specjalnych, które zapewne wypuściły Jarka na tzw. trudny temat, a potem kłamały o swoich związkach z nim? A może przyczyna tragedii jego brata ma pozostać formalnie bez odpowiedzi, choć dla wszystkich będzie tzw. tajemnicą poliszynela? Obrońcy Agata Michalska-Olek i Wiesław Michalski, w imieniu nieobecnych w poniedziałek w sądzie ochroniarzy „Ryby” i „Lali” podkreślali, że zebrane przez prokuraturę dowody są pełne sprzeczności, a poszczególni świadkowie mieli interes w pomawianiu oskarżonych. Przekonywali, że sprawę trzeba oceniać przez pryzmat faktów, a nie snucia opowieści, bo to fakty decydują o losach oskarżonych.

Wyrok zostanie ogłoszony we wtorek 2. grudnia, o godzinie 7.45  w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu . 

tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska