15 października 2025 r. w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy odbyła się kolejna rozprawa w procesie z powództwa Państwowej Inspekcji Pracy w imieniu Kamila Różalskiego przeciwko TVN S.A. Sprawa dotyczy uznania istnienia stosunku pracy i zarzutów mobbingu wobec byłego operatora kamery tej stacji. Postępowanie jest objęte monitoringiem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.
Podobnie jak w poprzednich terminach, październikowe posiedzenie sądu odbyło się z wyłączeniem jawności. Decyzja ta była efektem wniosku złożonego przez TVN, czemu sprzeciwiał się sam powód. Ludzie często pytają mnie, dlaczego wnioskowałem o wyłączenie jawności postępowania sądowego w mojej sprawie. Otóż podkreślam raz jeszcze: to nie był mój wniosek. Ja byłem absolutnie za tym, żeby rozprawa odbywała się przy drzwiach otwartych. Taki wniosek złożył TVN i sąd do tego wniosku się przychylił – mówi Kamil Różalski. Jego zdaniem decyzja o zamknięciu posiedzeń ma służyć ochronie wizerunku spółki i ukryciu nieprawidłowości, do których dochodziło w strukturach firmy, żeby o tych patologiach, które są w środku, ludzie się nie dowiedzieli na zewnątrz.
Były pracownik stacji telewizyjnej mówi wprost: Firma, która próbuje tworzyć swój wizerunek na zewnątrz, że przestrzega najwyższych standardów etycznych, tak naprawdę kompletnie tego nie robi. Nawet obawiam się, że nie ma świadomości, na czym polegają najwyższe standardy etyczne. Różalski informuje, że w czasie, kiedy świadczył usługi na rzecz TVN patologii była cała masa i o tym ma się nie dowiedzieć opinia publiczna. Powód nie może jednak mówić o szczegółach, bo – jak zauważa – gdybym teraz użył nazwisk i konkretów, to zostałbym ja przestępcą, a nie ci, z którymi się prawuję. Natomiast przed takimi rzeczami TVN chce ochronić opinię publiczną, żeby prawda nie wyszła na jaw.
Podczas posiedzenia sąd przesłuchał kolejnego świadka, po czym odroczył sprawę do lutego 2026 roku, kiedy to ma zostać przesłuchana następna osoba. Ze względu na niejawny charakter postępowania szczegóły przesłuchań nie są znane.
Sprawa Kamila Różalskiego toczy się od jesieni 2024 roku i dotyczy uznania istnienia stosunku pracy w okresie jego wieloletniej współpracy z TVN. Postępowanie zostało zainicjowane przez Państwową Inspekcję Pracy, która po przeprowadzonej kontroli uznała, że wykonywane przez Różalskiego obowiązki spełniały wszystkie kryteria zatrudnienia etatowego. Powód podkreśla, że postępowanie ma także drugi wymiar i dlatego pozew został rozszerzony o mobbing. I ta sprawa też rusza z kopyta. To jest osobna sprawa, która będzie rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Warszawie przy ulicy Płockiej – informuje Różalski, dla którego będzie to kolejny etap jego batalii o sadową sprawiedliwość. Proces Kamila Różalskiego to jeden z kilku podobnych procesów wytoczonych TVN przez byłych pracowników i współpracowników, którzy – podobnie jak on – twierdzą, że przez lata wykonywali obowiązki pracownicze bez właściwej umowy o pracę, mimo iż podlegali obowiązkom takim samym jak pracownicy etatowi. Z ustaleń PIP wynika, że w podobnej sytuacji mogły znajdować się setki osób zatrudnionych w strukturach stacji. Wcześniej zapadły już prawomocne wyroki w sprawach Jolanty Hofer i Roberta Jałochy, w których sądy uznały, że łączył ich z TVN stosunek pracy.
Kamil Różalski wskazuje, że jego sprawa może stać się zachętą dla kolejnych byłych współpracowników stacji, którzy znajdują się w podobnej sytuacji: Spraw uznania istnienia stosunku pracy przeciwko TVN jest kilka. Wiem też, że wiele osób, wiele pokrzywdzonych przez TVN pracowników czeka na efekt tej naszej potyczki prawnej. Wierzę, że wygram ten proces, ponieważ dowody są twarde i powinny przekonać sąd, że prawo jest po mojej stronie – twierdzi były operator.
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP obserwuje sprawę Kamila Różalskiego od 2021 roku, podkreślając, że jego przypadek jest ważny nie tylko w kontekście prawa pracy, lecz również w aspekcie standardów etycznych w dużych redakcjach i poszanowania wolności słowa osób zatrudnionych w mediach.