OPINIA NA TEMAT ZAŁOŻEŃ USTAWY O ZMIANIE USTAWY O POLSKIEJ AGENCJI PRASOWEJ

Przedmiot opinii.
Cele projektowanych w ustawie zmian zostały w dokumencie przekazanym przez Ministra Skarbu Państwa określone następująco:
1) Doprecyzowanie działalności misyjnej Polskiej Agencji Prasowej S.A. poprzez określenie zadań wykonywanych w ramach tej działalności,
2) Określenie sposobu wyliczania dotacji podmiotowej z budżetu państwa na rzecz PAP,
3) Zdefiniowanie kosztów, na pokrycie których może być udzielona dotacja podmiotowa z budżetu państwa na rzecz PAP,
4) Utrzymanie dotacji dla Spółki na realizację misji publicznej, określonej w Ustawie o PAP, również po udostępnieniu akcji osobom trzecim.

Streszczenie opinii.
Zmiany zakreślone w piśmie MSP mają na celu przygotowanie PAP do prywatyzacji i zachęcenie inwestora do przejęcia Spółki poprzez utrzymanie ustalonej na stałym poziomie dotacji państwowej także po częściowym sprywatyzowaniu Spółki, oraz osłonięcie tej operacji przed ewentualną interwencją ze strony Komisji Europejskiej przy pomocy wprowadzenia przepisów wiążących państwową dotację z prowadzeniem misji publicznej.
Zmiany te (poza jedną) nie zabezpieczają niezależności PAP od czynników politycznych, a także od problemów decyzyjnych i personalnych, jakie były udziałem Agencji przez dużą część minionej dekady.
Prywatyzacja PAP, gdyby została dokonana po przeprowadzeniu projektowanych zmian, umożliwi inwestorowi zakupienie stosunkowo bezpiecznego, stale dotowanego przez państwo biznesu, którego bezkonfliktowe prowadzenie będzie zależało od płacenia politycznych serwitutów na rzecz dzierżącej pakiet 51% akcji władzy, a także da realną nadzieję (będzie to zależało od stopnia politycznej współpracy z decydentem państwowym) na odzyskanie środków zainwestowanych w zakup mniejszościowego pakietu akcji poprzez zmonetyzowanie nieruchomości posiadanej przez Spółkę.
Analiza ta każe ocenić proponowane zmiany (poza jedną) oraz domniemany cel prywatyzacyjny, zdecydowanie negatywnie.

Analiza szczegółowa.
Pierwsza ze zmian, czyli ?Doprecyzowanie działalności misyjnej Polskiej Agencji Prasowej S.A. poprzez określenie zadań wykonywanych w ramach tej działalności? nie jest w istocie żadną zmianą. Taki (a nawet o wiele bardziej obszerny) katalog działań określających misję publiczną PAP zawarty jest w Ustawie o PAP z 1997 roku, a także w Statucie Agencji. Ponadto, najlepszym probierzem tego, czy PAP spełnia misję publiczną, jest rynek. Podział Agencji na centra kosztów i przychodów, dokonany ponad dekadę temu, pokazał dobitnie, że najbardziej rentownym oddziałem był oddział nazwany PAP-Media, czyli ten, który zajmował się informowaniem o działaniach Sejmu, Senatu, Rządu i innych organów państwa. Informacje te były (i nadal są) pożądane przez prywatnych odbiorców, zaś na rynku nie ma wielkiej konkurencji. Inaczej było w przypadku oddziału PAP-Biznes, gdzie w obliczu poważnej konkurencji (Reuters, Interfax) wysoką rentowność PAP musiał dopiero wywalczyć, co mu się zresztą udało. Problemem była rentowność oddziału zajmującego się fotografią, ale w tym przypadku można powiedzieć, że PAP tonął razem z całym rynkiem fotografii prasowej, przeżywającym wielkie zmiany. Niewykorzystaną szansą był serwis monitoringu mediów, gdzie PAP był (i jest) jednym ze słabych graczy, choć posiada wielkie możliwości. Nie był to jednak w żadnym razie serwis ?misyjny?.
Reasumując: PAP najlepiej zarabia na ?działalności misyjnej?, która jest wystarczająco dobrze zdefiniowana w dokumentach decydujących o działalności Spółki, a jednocześnie zabezpieczana przez ?niewidzialną rękę rynku?, zatem dążenie do jakiegoś ?doprecyzowania? jest działaniem pozornym i niepotrzebnym.
Druga zmiana, czyli ?Określenie sposobu wyliczania dotacji podmiotowej z budżetu państwa na rzecz PAP? ma natomiast wielki sens pod warunkiem, że zostanie rzetelnie wykonana. Narodowa agencja prasowa, a taką jest PAP, jest w stanie działać bez dotacji państwowej. W okresie, gdy kierowałem zarządem PAP (1998-2002), czyli w pierwszym okresie działania Agencji jako spółki akcyjnej, gdy musiała przezwyciężać dziedzictwo przeszłości (gdy dotacja państwowa sięgała 1/3 budżetu), aż dwa lata z pięciu były latami bez dotacji i z lekkim zyskiem netto. Lekkim, to znaczy w granicach kilkudziesięciu-kilkuset tysięcy złotych. Było to jednak okupione wielkim wysiłkiem i ? z perspektywy lat widzę to wyraźnie – zbyt wielkimi cięciami kosztów. Odnosi się to zwłaszcza do działu zagranicznego i placówek zagranicznych. Tu państwowa dotacja jest niezbędna, gdyż placówki takie ze swojej natury są nierentowne i żadne zaklęcia tego stanu nie zmienią. Polskie media chętnie będą kupować newsy na temat działalności polskich władz państwowych, ale nie będą skłonne do płacenia zbyt wiele za informacje z zagranicy. Takie są realia.
Skoro zatem dotacja państwowa na pewnym (niewielkim, rzędu 1-2 mln zł rocznie) poziomie, jest konieczna, należy uczynić wszystko, aby jej udzielanie nie mogło być powiązane z naciskami politycznymi ze strony władz. Jeżeli więc w nowej ustawie mógłby się znaleźć mechanizm niejako ?automatyzujący? udzielanie tej dotacji, to byłoby to działanie ze wszech miar chwalebne, pomagające Agencji w utrzymaniu niezależności politycznej. Ideałem byłoby uchwalenie wysokości dotacji na kilka lat naprzód (np. na okres całej kadencji zarządu), lub uzależnienie jej wysokości od jakiegoś stałego współczynnika.
Trzecia zmiana, czyli ?Zdefiniowanie kosztów, na pokrycie których może być udzielona dotacja podmiotowa z budżetu państwa na rzecz PAP?, może pomóc Spółce w stosunkach z kontrolerami NIK (co jest podawane oficjalnie jako powód wprowadzenia zmiany) a także może posłużyć do osłonięcia przez Komisją Europejską planowanej operacji utrzymania dotacji po prywatyzacji Spółki. Można ją zatem ocenić neutralnie, jeżeli będzie wprowadzona samodzielnie (PAP prowadzi osobną księgowość dla rozliczania dotacji), lub negatywnie, jeżeli będzie częścią pakietu.
Zmiana czwarta, czyli ?Utrzymanie dotacji dla Spółki na realizację misji publicznej, określonej w Ustawie o PAP, również po udostępnieniu akcji osobom trzecim?, jest zmianą najważniejszą i w istocie swego rodzaju zwornikiem pozostałych zmian.
Uchwalona w roku 1997 Ustawa o PAP dawała możliwość upublicznienia 49% akcji Spółki, jednak przewidywała, że po tym akcie Agencja nie będzie mogła otrzymywać państwowej dotacji. Obecnie proponowana zmiana jest zatem fundamentalna.
Przez ponad 15 lat nie udało się znaleźć podmiotu, który byłby skłonny nabyć mniejszościowy pakiet PAP i zainwestować w rozwój Agencji będąc mniejszościowym partnerem rządu. Trudno się temu dziwić, gdy wspomnieć choćby losy trudnego ?partnerstwa publiczno-prywatnego? w ?Rzeczpospolitej?. Obecnie więc Skarb Państwa mówi inwestorom coś takiego: OK., będziecie naszymi partnerami, będziemy mieli większościowy pakiet, ale w zamian to my będziemy stale dopłacać do interesu, a sami wiecie, że ten interes jest bezpieczny.
Dlaczego bezpieczny? Agencja to jest (i zawsze był, nawet gdy nie było takiego pojęcia) biznes wirtualny, niezwiązany z kosztami druku i w niewielkim stopniu związany z kosztami przekazu serwisu do klientów (przy rozwoju Internetu ten koszt, dawniej poważny, jest zaniedbywalny). W dodatku jest to biznes w małym stopniu zagrożony przez konkurencję, produkujący jako całość serwis ?nudny?, którego żaden komercyjny podmiot nie chciałby produkować w całości. Jednak w tym ?nudnym? serwisie zdarzają się sensacyjne informacje i działa dobre archiwum. W dodatku ten ?nudny? serwis ma swoich ludzi praktycznie wszędzie. Na to żadne komercyjne medium nie może sobie pozwolić. Taniej jest mu zapłacić za serwis i od czasu do czasu wyłuskiwać ?perełki? niż próbować zbudować taki ?informacyjny niewód? samodzielnie. Dlatego nie należy się przejmować rytualnymi krytykami serwisu PAP ze strony jego klientów. Probierzem tej krytyki są decyzje o zakupie serwisu Agencji. Czasem zdarzało się, że duży podmiot rezygnował z serwisu, ale szybko okazywało się, że tenże podmiot posuwał się do naruszania praw PAP i po negocjacjach i zapłaceniu za ugodę, wracał do grona klientów.
Reasumując: jestem głęboko przekonany, że PAP otrzymujący stałą dotację państwową na poziomie 1-2 mln zł rocznie, jest bardzo bezpieczną inwestycją w trudnych czasach na rynku mediów. Nie będzie on przynosił wielkich zysków (zapewne rzędu kilkuset tysięcy, może miliona), ale będą to zyski stałe i pewne. Rzecz nie do pogardzenia w czasach, gdy rynek mediów trapią konwulsje. W dodatku posiadanie PAP będzie się wiązało z możliwością działań synergicznych, gdyby Agencja została przejęta przez jakieś medium czynne na rynku krajowym. To dodatkowy zysk, choć bardzo trudno byłoby go ująć w księgach.
Pojawia się oczywiście pytanie, kto mógłby być inwestorem w PAP. W dzisiejszym klimacie politycznym trudno jest sobie wyobrazić inwestora zagranicznego. Dlatego sądzę, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest sprzedaż pakietu akcji Agencji swego rodzaju ?spółdzielni? wiodących krajowych mediów. W skład tej ?spółdzielni? wchodziłyby zapewne publiczna telewizja i radio, Agora, TVN, Polsat i być może właściciele największych portali internetowych. W takiej konfiguracji nietrudno sobie wyobrazić zawarcie układu, w którym z zamian za kontrolę polityczną nad serwisem sprawowaną przez rząd, grupa prywatnych podmiotów mogłaby odzyskać zainwestowane pieniądze dzięki jakiejś formie zmonetyzowania nieruchomości przy ul. Mińskiej 65, pozostałej po przejętej kilka lat wcześniej i zlikwidowanej niedawno Drukarni Naukowo- Technicznej. Działka ta ma powierzchnię 3 ha i z pewnością posiada wysoką wartość inwestycyjną.
Kwestia wspomnianej tu kilkakrotnie kontroli politycznej nie wynika oczywiście wprost z proponowanych zmian. Jednak warto podkreślić, że zmiany te stwarzają realną podstawę dla polityków do ustabilizowania swojego wpływu na Agencję przy pomocy długotrwałego układu finansowo-personalnego. Byłoby zatem niedocenianiem inteligencji ośrodków politycznych, gdyby sądzić, że nie podejmą próby skorzystania z nadarzającej się okazji.

Rekomendacja.
Eksperyment polegający na tym, że PAP (jak i inne media publiczne) został przekształcony w spółkę akcyjną, nie powiódł się. Władze Spółki były przez długie okresy przedmiotem walk i targów, co sprawiało, że PAP ulegał paraliżowi decyzyjnemu i w takim stanie był łatwym łupem dla polityków pragnących wpływać na kształt serwisu.
W mojej opinii należy uznać porażkę i dokonać radykalnego przekształcenia PAP w podmiot publiczny, który byłby uniezależniony od bieżącej polityki przy pomocy silnej pozycji Prezesa wybieranego na bardzo długą (np. trwającą 7 lat, jak w Czechach) kadencję. Prezes ten, odpowiedzialny byłby jednoosobowo za stan Agencji i dostarczanego przez nią serwisu, jego odwołanie nie byłoby możliwe poza oczywistymi przypadkami przestępstwa. PAP powinien mieć także zagwarantowaną długoterminowo dotację, której udzielanie nie byłoby uzależnione od politycznego targu i nie stanowiłoby środka nacisku na Agencję. Czynnikiem kontrolującym byłaby Rada Programowa, której zadaniem byłoby bieżące monitorowanie serwisu i okresowe raportowanie na ten temat. Rada powinna być wyposażona w realny budżet służący do opłacania analiz treści serwisu i niezależna od Prezesa.

Robert Bogdański, doradca Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, prezes Fundacji Nowe Media, prezes zarządu Polskiej Agencji Prasowej SA w latach 1997-2002