Poniżej zamieszczamy relację z ostatniej rozprawy w procesie Wojciecha Sumlińskiego, autorstwa Krzysztofa Karnkowskiego, który obserwował ją z naszego ramienia.

Krzysztof Karnkowski

Rozprawa Wojciecha Sumlińskiego, 22 I 2014

22 stycznia w sądzie dla Warszawy-Woli, odbyła się kolejna (druga w tym roku) rozprawa w procesie przeciwko dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu, oraz byłemu funkcjonariuszowi kontrwywiadu PRL, płk. Aleksandrowi L., oskarżonym z art.230 par.1 kodeksu karnego o rzekomą płatną protekcję podczas procesu weryfikacji żołnierzy WSI, prowadzonym przez komisję kierowaną przez Antoniego Macierewicza w czasie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Rozprawie przewodniczył SSR Stanisław Zdun, prokuraturę reprezentował prokurator Robert Majewski. Wojciecha Sumlińskiego reprezentował adwokat Waldemar Puławski. Na 22 stycznia sąd wezwał w charakterze świadków Stanisława Iwanickiego, Piotra Woyciechowskiego i Barbarę Tobiasz.

Jako pierwszy zeznawał Stanisław Iwanicki, były wiceminister, a następnie minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Przesłuchanie świadka rozpoczęto od odczytania jego wcześniejszych zeznań. Dowiedzieliśmy się  z nich, że Iwanicki poznał Wojciecha Sumlińskiego, jako młodego dziennikarza śledczego dziennika „Życie”. Naczelny tego pisma, Tomasz Wołek, przedstawił mu go jako autora zdolnego i godnego zaufania, równocześnie prosząc o udzielanie w razie potrzeby pomocy prawnej Sumlińskiemu. Takie też relacje łączyły świadka z oskarżonym w czasie pracy tego ostatniego najpierw w „Życiu”, później zaś we „Wprost”. W roku 2005 świadek odbył rozmowę z obydwoma oskarżonymi na temat mechanizmu działania czarnego PR, którego w swoim odczuciu padał wówczas Iwanicki, również na łamach „Gazety Polskiej”, z którą związany był wówczas dziennikarz. Minister nie wiedział wówczas o związkach L. ze służbami, wiedział natomiast o jego znajomościach wśród dziennikarzy.

Iwanicki twierdzi, że w okresie kluczowym dla sprawy nie rozmawiał z oskarżonymi o weryfikacji oficerów WSI, ci wspominali natomiast, że raport z likwidacji służby znajduje się na rynku. Gdy w sprawie pojawiły się już ich nazwiska L. twierdzić miał w rozmowie z Iwanickim, że jest kozłem ofiarnym i nie zna nawet nikogo z komisji weryfikacyjnej, natomiast za próbami sprzedaży dokumentu stoi Piotr Bączek. Następnie Iwanicki doprowadzić miał do spotkania z zajmującą się tematem dziennikarz Anną Marszałek. L. deklarował zadowolenie z jej publikacji, podtrzymywał jednak równocześnie, że jest w tę sprawę wrabiany. Podczas kolejnych rozmów L. miał wspominać, że zaczyna podejrzewać Sumlińskiego o kierowanie na niego podejrzeń w celu ochrony znajomych członków komisji. Świadek nie pamięta, czy w późniejszym czasie rozmawiał jeszcze z którymś z oskarżonych. Iwanicki potwierdził wszystkie wcześniejsze zeznania, zaznaczając, że ani L., ani Sumliński nigdy nie deklarowali wpływu na procedury weryfikacyjne. Powiedział też, że nie znał Leszka Tobiasza.

Po odczytaniu zeznań prokurator pytał świadka o relacje, jakie łączyły obu oskarżonych. Według Iwanickiego nie były to na pewno relacje osób sobie obcych, natomiast użycia przez Sumlińskiego określenia „przyjaciel” wobec L. nie potraktował jako oznaki ich faktycznej przyjaźni.

Obrońca skupił się na kwestii spotkań z Anną Marszałek. Iwanicki stwierdził, ze nie zna ich treści, wie natomiast, że dotyczyły weryfikacji WSI, nie pojawiał się w nich natomiast aspekt materialny. Że sprawa dotyczy handlu raportem świadek zorientował się, gdy dotarła do niego informacja o zatrzymaniach.

W swojej rundzie pytań Wojciech Sumliński kontynuował wątek spotkań świadka z nim oraz drugim oskarżonym, oraz rozmów L. z Anną Marszałek. Iwanicki często zasłaniał się niepamięcią, był jednak w stanie powiedzieć, że częściej spotykał się z zSumlińskim, niż z L., że często spotykali się oddzielnie, natomiast nie prowadził żadnych notatek z tych spotkań. Zapytany stwierdził, ze nic nie wiadomo mu o tym, by Sumliński również spotykał się z Anną Marszałek. Szczegółów dotyczących jej publikacji, świadek nie pamiętał, wie natomiast, że nie padło w nich nazwisko Sumlińskiego. W tym momencie dziennikarz złożył oświadczenie, w którym zobowiązał się do dostarczenia sądowi treści artykułów Marszałek.

Dalsza część pytań Sumlińskiego dotyczyła głównie historii znajomości świadka z oskarżonym oraz stopnia ich zażyłości. Jak twierdzi sam dziennikarz, była ona bliska, choć cieniem kładła się na niej rola Iwanickiego w sprawie śledztwa dotyczącego morderstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Sumliński próbował na dłużej zatrzymać się na tym wątku, sąd jednak uznał go za zbyt oddany od przedmiotu sprawy. Oskarżony wspomniał jednak, ze w grudniu 2007 roku złożył do prokuratury zawiadomienie w tej sprawie, w którym pojawia się również nazwisko Iwanickiego. Zostało wówczas wszczęte śledztwo, które umorzono wkrótce po zatrzymaniu dziennikarza przez ABW.

W ostatniej części przesłuchania sędzia pytał świadka, czy Sumliński był obecny przy rozmowach, w których L. prosił o załatwienie spotkania z Marszałek i czy miał wiedzę na temat treści tych rozmów. Iwanicki zaprzeczył. Nie mógł sobie natomiast przypomnieć, czy dziennikarz uczestniczył w rozmowach, w których L. oskarżał Bączka i Pietrzaka o handel raportem.

Po 10 minutach przerwy sąd wznowił rozprawę. Wojciech Sumliński chciał złożyć wniosek o przesłuchanie Krzysztofa Bondaryka, jednak sędzia poprosił o przedstawienie wniosku na piśmie, następnie przystąpiono do przesłuchania kolejnego świadka, Piotra Woyciechowskiego. Woyciechowski uczestniczył w procesie likwidacji i weryfikacji WSI, wcześniej zaś współpracował z licznymi komisjami sejmowymi oraz uczestniczył w pracach nad wykonaniem ustawy lustracyjnej w 1992 roku. Według odczytanych zeznań, nie ma on nic wspólnego z samą sprawą, był natomiast mimowolnym uczestnikiem wydarzeń. Większa część zeznań z 22 stycznia opierała się w związku z tym na wnioskach świadka, opartych na wspomnianym wcześniej długoletnim doświadczeniu.  Według niego sprawa handlu raportem, zwłaszcza zaś aresztowanie Sumlińskiego miało na celu całkowite sparaliżowanie prac komisji weryfikacyjnej i faktycznie odniosły psychologicznie taki skutek. Woyciechowski nie uczestniczył w weryfikacji Leszka Tobiasza. Uważa, ze publikacje prasowe miały na celu dyskredytację komisji weryfikacyjnej, zaś inspirowane były przez WSI.  Następnie, odpowiadając na pytania prokuratora, opisał, jak wyglądała procedura weryfikacji w przepisach i praktyce.

W dalszej części zeznań Woyciechowski opowiedział o tym, ze próbował przekonać pierwszą ekipę prokuratorską, prowadzącą śledztwo do powołania biegłego, mającego wiedzę z zakresu działania służb specjalnych w związku z możliwością zaistnienia w tej sprawie prowokacji, spotkało się to jednak wyłącznie z milczeniem. Sam Woyciechowski jest przekonany, że mieliśmy do czynienia z prowokacją i wykorzystaniem prokuratury oraz ABW do własnych celów przez grupę oficerów WSI. Jako głównych uczestników tej akcji wskazuje na L. i nieżyjącego pułkownika Tobiasza. Stwierdza też, że żywotnie zainteresowany tą sprawą Bronisław Komorowski, wówczas marszałek sejmu, dał się wykorzystać w tej sprawie, ponieważ kierował się swoją osobistą niechęcią do likwidatora WSI, Antoniego Macierewicza. Świadek potwierdził fakt znajomości L. z Komorowskim, wspomniał też, ze dużą wiedzę na ten temat posiada Romuald Szeremietiew, przesłuchiwany w związku z likwidacja WSI. Następnie Woyciechowski zaprzeczył, by proponowano mu w jakikolwiek sposób ujawnienie przebiegu obrad komisji weryfikacyjnej, nie ma też żadnej wiedzy na temat oferowania raportu przez Sumlińskiego. Następnie na prośbę dziennikarza świadek przybliżył sądowi, na czym polega mechanizm kombinacji operacyjnej. Jest to działanie z użyciem podstawionych osób, a nieraz również firm, z wykorzystaniem i publikowaniem fałszywych informacji – jako–przykład przywołał proces toruński (czyli proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki). Następnie stwierdził, ze na podstawie swojego doświadczenia może stwierdzić, że sprawa, będąca przedmiotem procesu jest wynikiem kombinacji operacyjnej, która miała na celu ukaranie osób odpowiedzialnych za likwidację WSI, w której brały udział służby oraz określani „cynglami” dziennikarze. Sam Wojciech Sumliński jest zaś według świadka jedynie „wypadkiem przy pracy”, pozostałością po akcji, w której nie udało się udowodnić winy nikomu z weryfikatorów. Nie jest w stanie stwierdzić, dlaczego operacja nie odniosła w tym zakresie sukcesu. Na pytanie, czy według niego zeznania Szeremietiewa byłyby istotne dla sprawy, potwierdził, że na pewno pozwoliłyby ustalić stopień zażyłości między L. a Komorowskim. Spytany, czy w ostatnich latach dochodziło do działań operacyjnych służb, Woyciechowski potwierdził, jako dowód wskazując na oskarżenie płk. Lesiaka.

W ostatniej części pytań do świadka Wojciech Sumliński uzyskał potwierdzenie tezy, że dla osiągniecia celu przez ABW jeden z uczestników prowokacji może wziąć na siebie odpowiedzialność karną i że teoretycznie L. może być taką osobą. Woyciechowski nie ma natomiast wiedzy, czy Tobiasz był specjalistą od prowokacji. Kolejne pytania w przesłuchaniu Woyciechowskiego zostały zadane przez obrońcę i dotyczyły przyczyn niechęci Bronisława Komorowskiego do Antoniego Macierewicza – tu świadek wskazał na historię obu polityków, począwszy od lat 70. – oraz o powody dla których Komorowski głosował przeciwko rozwiązaniu WSI. Tych świadek nie znał.

Ostatnim wezwanym na 22 stycznia świadkiem była wdowa po płk. Leszku Tobiaszu – Barbara Tobiasz. Z braku czasu jej przesłuchanie ograniczyło się do wypowiedzi na temat jej związku ze sprawą, natomiast pytania zadane zostaną w terminie późniejszym. Po dość długim, mało wnoszącym do sprawy wstępie, Barbara Tobiasz opisała spotkanie męża z Leszkiem Pietrzakiem, które odbyło się kilka miesięcy przed nagłośnieniem sprawy korupcji w komisji weryfikacyjnej. Gdy wraz z mężem udawała się na to spotkanie, towarzyszyć im miała tajemnicza obstawa, składająca się z dwóch mężczyzn, których Tobiasz nie znała. Nie znała również szczegółów rozmowy z Pietrzakiem. Dopiero, gdy sprawa pojawiła się w mediach, miała dowiedzieć się od męża, że tenżądał od niego 200 tys. zł w zamian za pomoc w przejściu weryfikacji, zaś osobami, które towarzyszyły im w drodze na rozmowę, byli Aleksander L. i Leszek Sumliński. Na tym, pomimo zgłoszenia chęci zadania pytań zarówno przez prokuratora, jak i redaktora Sumlińskiego, rozprawa została przerwana. Należy jeszcze wspomnieć, że w związku ze złym stanem zdrowia, za zgodą sądu Sumliński wszystkie pytania zadawał podczas posiedzenia na siedząco.

Kolejna rozprawa odbędzie się 12 lutego, o godz. 10:00, w sali 24. Na ten termin wyznaczono przesłuchanie Antoniego Macierewicza.

Bardziej szczegółowe sprawozdanie z bieżącej rozprawy znajdą Państwo pod adresem:

http://blog-n-roll.pl/en/wojciech-sumli%C5%84ski-rozprawa-z-dn22012014-r

CMWP SDP monitoruje proces na prośbę dziennikarza.