Poniżej zamieszczamy relację z ostatniej rozprawy w procesie Wojciecha Sumlińskiego, autorstwa Krzysztofa Karnkowskiego, który obserwował ją z ramienia CMWP SDP.
Podczas rozprawy w procesie przeciwko Aleksandrowi L. i Wojciechowi Sumlińskiemu 12 maja przed sądem stawiła się Anna Marszałek-Rochowicz, była dziennikarz śledcza, której nazwisko bardzo często przewija się w sprawie Wojciecha Sumlińskiego, współautorka artykułu ?Tak handlowano aneksem Macierewicza?, opublikowanego w 2008 roku w ?Dzienniku?. Rozprawie przewodniczył sędzia Stanisław Zdun, prokuraturę reprezentował Robert Węgrzyn, oskarżonych Wojciecha Sumlińskiego ? mec. Waldemar Puławski, Aleksandra L. – aplikant adwokacki Sandra Orzechowska.
Na początku 2008 roku Anna Marszałek uczestniczyła w spotkaniu z udziałem Aleksandra L., z którym skontaktował ją Stanisław Iwanicki, a który dysponować miał aneksem do raportu o WSI. Dziennikarka była zainteresowana tematem, jednak podczas spotkania L. wydał jej się osobą niewiarygodną, o czym przesądzić miała podawana przez niego informacja, że aneks jest w posiadaniu spółki ?Agora?, wydawcy m.in. ?Gazety Wyborczej?. L. dowiedzieć się miał o tym od znajomego pracownika księgowości. Właśnie ten szczegół wydał się Marszałek podejrzany, niemniej kontynuowała spotkania z oskarżonym. Za uzyskanie dostępu do dokumentu L. miał żądać 205-250 tys. zł. Marszałek oświadczyła, że w trakcie rozmów dziennikarze, znający postać L. zakładali, że może mieć on dojście do osób z komisji weryfikacyjnej, a co za tym idzie ? do raportu, lecz również mogą mieć do czynienia z próbą skompromitowania tej instytucji. Nie wiedzieli natomiast wówczas o tym, że L. zamieszany jest w toczące się już postępowanie w sprawie rzekomej korupcji podczas procesu weryfikacyjnego.
Po wysłuchaniu oświadczenia Anny Marszałek, prokurator zadał jej pytanie o znajomość z Sumlińskim. Marszałek odpowiedziała, że znali się jako dziennikarze. Dodała, że o znajomości z Sumlińskim wspominał podczas spotkania z udziałem Iwanickiego Aleksander L. Stwierdziła też ? z czego w toku dalszego przesłuchania się wycofała ? że Sumliński miał być pośrednim organizatorem całego spotkania, choć nie wie, czy zdawał sobie sprawę z jej w nim udziału.
Adwokat Waldemar Puławski pytał, ile czasu minęło od pierwszego spotkania z L. do pierwszych aresztowań w sprawie korupcji w komisji weryfikacyjnej. Marszałek odpowiedziała, ze nie wie, kiedy doszło do zatrzymań, natomiast spotkanie miało miejsce w lutym 2008 roku. Podczas dalszych zeznań wspomniała, że L. zdawał się w późniejszym czasie wycofywać z własnych żądań finansowych, sugerując kupno aneksu bezpośrednio od ?Agory?, nie była jednak odpowiedzieć na pytanie sędziego, czy świadomie wprowadzał dziennikarzy w błąd. Dziennikarze nie próbowali też ustalić, jakie motywy kierowały L., pozostawiając to zadanie prokuraturze.
Po krótkiej odpowiedzi na pytanie o metody pracy dziennikarza śledczego, zajmującego się tematyką służb, Marszałek wymieniła na prośbę Sumlińskiego nazwiska wszystkich osób, które pojawiły się w kluczowym dla sprawy artykule, oraz nazwiska, które podczas spotkań przewijały się przez wypowiedzi L. Pojawiające się w nich liczne nazwiska dziennikarzy Marszałek odebrała jako przechwalanie się przez oskarżonego L. kontaktami w tym środowisku. Nazwisko Sumlińskiego natomiast pojawiło się wyłącznie jako organizatora spotkania, przy czym L. stwierdził, ze nie Sumliński nie wie, czego ono dotyczy, ani kto bierze w nim udział. Wojciech Sumliński oświadczył, ze nie pośredniczył w organizacji żadnego z tych spotkań. Zwrócił też uwagę na fakt, że w czasie, gdy L. prowadził rozmowy z dziennikarką, toczyło się już postępowanie w sprawie afery korupcyjnej, którym został objęty i był on świadom tego faktu. W kolejnych pytaniach do Marszałek Sumliński chciał zwrócić uwagę sądu na to, że w czasie, gdy z propozycją zgłosił się do niej pułkownik L., dziennikarka zajmowała się w swej pracy najważniejszymi tematami. Marszałek mówiła, że gdyby miała pewność co do wiarygodności L. zostałby on objęty ochroną jako informator, a jego dane nie zostałyby ujawnione. Nie stało się tak jednak, zaś dziennikarze ?Dziennika? zaczęli obawiać się możliwej prowokacji, której działania L. mogły być częścią. Aby ją uniemożliwić opublikowali artykuł ?Tak handlowano aneksem Macierewicza?. Marszałek i jej koledzy nie wiedzieli natomiast o zaangażowaniu w sprawę płk. Leszka Tobiasza.
Po przerwie, na prośbę świadka, sędzia odczytał fragmenty opublikowanego w ?Dzienniku? w kwietniu 2008 artykułu ?Tak handlowano aneksem Macierewicza?. W tekście tym dziennikarze (Anna Marszałek, Michał Majewski, Paweł Reszka) opisali w nim swoje spotkania z L., a także rozmowę z grupą oficerów byłej WSI, którzy odcinali się od działań kolegi, motywowanych według nich wyłącznie finansowo. Sugerowali też dziennikarzom przyjrzenie się spotkaniom, jakie L. odbywał w pobliżu pl. Zamkowego (jak możemy pamiętać z poprzednich rozpraw miało tam według zeznań Tobiasza dojść do spotkania obu oskarżonych z Tobiaszem i Leszkiem Pietrzakiem z komisji weryfikacyjnej) . Zapytana o to przez Sumlińskiego, Marszałek stwierdziła, ze spotkaniom tym zaprzeczali zarówno L., jak Pietrzak. Gdy oskarżony dziennikarz zapytał, czemu w tej sytuacji L. przyszedł do Marszałek, skoro było to równoznaczne z autodenuncjacją, ta odpowiedziała, że ani L., ani dziennikarze nie traktowali działań L. jako przestępstwa. Odpowiedź ta wzbudziła wielkie zdziwienie Wojciecha Sumlińskiego. W dalszej wypowiedzi Marszałek tłumaczyła, że zdaje sobie sprawę, że sprzedaż dokumentu jest przestępstwem, lecz tu doszło jedynie do złożenia przez byłego pułkownika oferty, co jest częstą sytuacją w pracy dziennikarzy śledczych. Odpowiadając na kolejne pytania, Marszałek zeznała, że dziennikarze nie weryfikowali informacji o posiadaniu aneksu przez ?Agorę?, uznając ją od razu za całkowicie niewiarygodną, natomiast pozostałe wypowiedzi L. były oceniane jako mieszanina informacji prawdziwych (np. fragment wniosków końcowych raportu, znanych Marszałek z innego źródła) i fałszywych. Gdy Sumliński zapytał o nazwiska, pojawiające się w tej części aneksu, Marszałek stwierdziła, że obecnie pamięta jedynie nazwisko Bronisława Komorowskiego. To spowodowało serię pytań o sposób pozytywnego zweryfikowania fragmentu tajnego raportu. Nastąpić to miało poprzez konsultacje z osobami znającymi jego treść i analizę porównawczą z użyciem dostępnej już części dokumentu. Marszałek powołała się na źródła w komisji weryfikacyjnej, odmówiła jednak przyznania, czy były to jej własne źródła. W dalszych zeznaniach powiedziała natomiast, że osobiście nie spotykała się z członkami komisji.
Po serii pytań sędzia odczytał zeznania Marszałek złożone w trakcie postępowania przygotowawczego i zauważył, że widzi sprzeczność pomiędzy nimi a bieżącymi wyjaśnieniami dziennikarki. Dotyczy ona kwestii oferty złożonej przez Aleksandra L. Z wcześniejszych zeznań wynikało bowiem, że jej adresatem był opisany w raporcie biznesmen, podczas rozprawy zaś mowa była o redakcji ?Dziennika?. Marszałek tłumaczyła to tym, że adresatem informacji o kwocie, za którą L. mógłby przekazać aneks do raportu, była również redakcja ?Dziennika?. Na ostatnie pytanie, zadane przez Sumlińskiego, czy Marszałek pamięta nazwisko dziennikarza, który miał sprzedać tajny dokument ?Agorze?, świadek odpowiedziała, że nazwiska nie pamięta zaś samej informacji nie próbowała nigdy weryfikować, uznając ją z góry za całkowitą bzdurę.
Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się 26 maja o godz. 10:00.
Pełną relację znajdą Państwo pod adresem: adresem http://blog-n-roll.pl/pl/wojciech-sumli%C5%84ski-rozprawa-z-dn12052014-r
Krzysztof Karnkowski
CMWP SDP monitoruje proces na prośbę dziennikarza.