Zeznania Macieja B. pseudonim „Baryła” : Ja nie pogrążyłem żadnego bandziora czy gangstera tylko klawisza i ubeka. Bił ludzi. Był dobry w biciu ludzi gdy był klawiszem. Ciągle piszecie najbogatszy, senator, a to klawisz i ubek. Jego pogrążyłem.

Te słowa wybrzmiały na sali sądowej 17 stycznia 2020 roku, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Wypowiedział je Maciej B. pseudonim Baryła i wydaje się, że nie tyle do sądu, ale ludzi mediów, którzy relacjonują proces o podżeganie do zabójstwa 24. letniego wówczas dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyn ten oskarżony jest były senator Aleksander Gawronik, który do wini się nie przyznaje i zdecydowanie zaprzecza postawionym zarzutom, a słowa Macieja B. uważa za kłamstwa łatwe do obalenia.

Dziennikarz Gazety Poznańskiej, Jarosław Ziętara nie dotarł do pracy 1 września 1992 roku i wszelki ślad po nim zaginął. Do dziś nie odnaleziono ciała chłopaka. Od blisko czterech lat toczy się proces w poznańskim Sądzie Okręgowym, przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi, który to według prokuratury miał podżegać do zabójstwa dziennikarza. 1 września 1992 roku Ziętarę uprowadzono, a czynu tego dokonało trzech ochroniarzy zatrudnionych przez, twórcę holdingu Elektromis Mariusza Ś. Dziennikarz miał zginąć, bo zamierzał opublikować materiały dotyczące biznesmenów. Proces przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi, a także drugi przeciwko ochroniarzom o pseudonimach Ryba i Lala obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Maciej B., już po raz kolejny zeznaje w tej sprawie i podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania. Jest więźniem, odsiaduje karę dożywocia za morderstwo w innej sprawie. Jako młody chłopak znał się z ochroniarzami Elektromisu, szczególnie z nieżyjącym Dariuszem L. pseudonim Lewy i razem z nimi brał udział w różnych „brudnych robotach” takich jak zastraszanie czy pobicia. W piątek 17. stycznia potwierdził, że na terenie firmy Elektromis „Gawronik kazał zaj…ać Jarosława Ziętarę”. Z tej wersji Baryła już się raz wycofał, tłumacząc się rozgoryczeniem na prokuraturę i śledczych. W zamian za współpracę miał otrzymać prezydencki akt łaski. Gdy zorientował się, że nie jest to możliwe odwołał zeznania, by w lutym 2019, podczas „procesu ochroniarzy” wrócić do początkowej wersji. Jednak w zeznaniach są nieścisłości, o które dopytuje sąd, prokurator i obrońca. Maciej B. tłumaczy się emocjami, kłopotami, które ma oraz stresem spowodowanym obecnością mediów. Jednak różnice w zeznaniach z poszczególnych lat nie wpływają na główną ich tezę. „Gawronik powiedział, że Ziętarę trzeba zaj…ać, bo się wpie…la w ich interesy. Szef Elektromisu Mariusz Ś. był przy tej rozmowie, ale do niczego nie namawiał. Samego porwania ani zabójstwa nie widziałem. Słyszałem jednak, że porywaczami byli ochroniarze Elektromisu. Ale nie wysyłał ich szef firmy Mariusz Ś. lecz to Aleksander Gawronik załatwił z nimi swoje sprawy związane z Ziętarą.” Inny ochroniarz Roman K. pseudonim Kapela, który nie żyje od 1993 roku i zginął w dziwnych okolicznościach – miał według Baryły przywieźć na posesję Marka Z. w Chybach OP-1. Są to płaszcze chroniące przed substancjami chemicznymi. A w Chybach, jak twierdzi Maciej B. – rozpuszczono szczątki dziennikarza w kwasie. Maciej B. opowiedział również, że w bagażniku Lewego, który również już nie żyje, bo zginął w wypadku samochodowym – pokazano mu zapakowane w brezentowy worek kości i czaszkę. Jeden z obecnych, Baryła nie pamięta kto, pogłaskał czaszkę dodając, że „Jaruś już teraz będzie cichutki”. Maciej B. oświadczył również, że boi się o rodzinę, ale chce powiedzieć wszystko, co wie o tej sprawie. Wielokrotnie wyrażał chęć poddania się badaniom wariograficznym.

Na sali sądowej zeznaniom Macieja B. przysłuchuje się biegły psycholog. Następna rozprawa w kwietniu.

Tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska