Zdzisław K. to świadek, który po 28 latach od zabójstwa red. Jarosława Ziętary sam się zgłosił do sądu. Swoje zeznania składał podczas rozprawy w tzw. „procesie ochroniarzy”. 

10 listopada odbyła się ostatnia rozprawa zaplanowana na rok 2021 w tzw. „procesie ochroniarzy”. Tego dnia Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował sprawę dwóch byłych ochroniarzy  byłego holdingu Elektromis – Mirosława R. pseudonim Ryba oraz Dariusza L. pseudonim Lala.  Mężczyzn oskarża się o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary.  Według ustaleń krakowskiej prokuratury, oskarżeni podając się za policjantów, zmusili Jarosława Ziętarę do wejścia do samochodu przypominającego radiowóz i przekazali osobom, które zamordowały dziennikarza. Osoby te, oprócz zabójstwa, miały też zniszczyć zwłoki i ukryć szczątki reportera. Śledczy ustalili również, że oskarżonym pomagał trzeci ochroniarz, który zginął w dziwnych okolicznościach w 1993 roku. Proces od 2019 roku obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, które na sali sądowej reprezentuje red. Aleksandra Tabaczyńska.

Do sądu stawiło się troje świadków. Jako pierwsza zeznawała 50 letnia Sylwia P.,  z zawodu położna. Była ona, w latach 90 -tych bliską znajomą Przemysława C. pseudonim Granat. To nieżyjący gangster, który miał się przechwalać, że ma wiedzę na temat śmierci Jarosława Ziętary. Sylwia P. zaprzeczyła, by kiedykolwiek rozmawiała z C. o losach dziennikarza i nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie. Sędzia sprawozdawca przeczytał protokoły z wcześniejszych zeznań świadka, które Sylwia P. potwierdziła.

Jako drugi zeznawał Paweł D., lat 52, z zawodu elektromechanik samochodowy. To współpracownik Jerzego U. Jerzy U to jeden z głównych świadków oskarżenia, którego zeznania w 2019 roku zostały utajnione i dziennikarze nie mogli uczestniczyć w rozprawie. U. miał na niej zeznać, że widział moment porwania dziennikarza sprzed jego domu, gdyż śledził go na zlecenie holdingu. Podobno siedział w samochodzie ze swoim współpracownikiem. Czy tak zeznał, tego dziennikarze nie usłyszeli.

Paweł D. poznał U. na początku lat 90. Miał jakąś sprawę, a U. wykonywał usługi detektywistyczne. Na początku luźno współpracowali, a w latach 92 może 1993 rozpoczął pracę w firmie ochroniarskiej należącej do U. Wspólnie jeździli do dłużników, śledził niewiernych małżonków itp. Praca nie była przez świadka dokumentowana w formie notatek, gdyż zgromadzone informacje przekazywał ustnie Jerzemu U. Jedynymi dowodami były zdjęcia i materiały wykonane kamerą vhs. Współpracę zakończyli prawdopodobnie w 2005 roku może później.

Zeznania Pawła D:

nie przypominam sobie, żebyśmy razem z U. śledzili kogoś na ulicy Kolejowej. – Chodzi o ulicę przy której mieszkał Jarosław Ziętara oraz miejsce uprowadzenia dziennikarza. Dopytany przez sędziego czy wie, gdzie jest ta ulica, D. potwierdził, że na Łazarzu i dodał – Jak ja jeździłem z U., to na pewno nie śledziliśmy żadnego dziennikarza. Nic mi też nie wiadomo, żeby któraś z osób śledzonych przez nas była dziennikarzem. U. mówił, gdzie dana osoba mieszka, gdzie mamy ustawić się samochodem, czasem pokazywał zdjęcia lub mówił, że mamy je zrobić (…) Nie pamiętam, żebym widział, że osoba przeze mnie obserwowana była zatrzymywana przez policję. Na pewno nie widziałem czegoś takiego.

Odnośnie Jarosława Ziętary, to świadek przyznał, że widział wizerunek dziennikarza w mediach i stanowczo wykluczył, że kiedykolwiek miał go obserwować. Dopytywany o zeznania w sprawie Ziętary, stwierdzi, że jeden raz Jerzy U. zabrał go na przesłuchanie.

– Nie wiedziałem gdzie i po co jadę. W czasie drogi U. coś tam mi nadmieniał. Byliśmy w hotelu pod Wrześnią. Przyjechał prokurator, policjant Bogdan i ktoś trzeci. Chyba protokolant. Przesłuchanie odbywało się w samochodzie. Najpierw U., a potem mnie zawołał. Przesłuchanie było w samochodzie prokuratora, obecny był tez protokolant.

W czasie zeznań Pawła D., U z policjantem Bogdanem palili, w popielnicy jakieś dokumenty. Jakie? D. nie wiedział. Świadek zeznał również, że Jerzy U. mówił mu później, że „tego nie widział”. „Tego” czyli uprowadzenia Jarosława Ziętary. U stwierdził, że ze względu na konflikt w firmie Jumbo (ochrona marketu), w której stracił pracę przez oskarżonych, potraktował swoje zeznania jako rodzaj kary.

Ostatnim przesłuchanym świadkiem tego dnia był Zdzisław K. Z jego zeznaniami dziennikarze mogli się już zapoznać w innym procesie dotyczącym tej samej sprawy, w którym oskarża się Aleksandra Gawronika o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. 59 letni K. do sądu zgłosił się sam, uprzednio kontaktując się z redakcją Głosu Wielkopolskiego. Milczał 28 lat, a teraz postanowił opowiedzieć co wie o tej sprawie. K. to wychowanek tego samego Domu Dziecka w Szamotułach co twórca Elektromisu Mariusz Ś. Tam też się poznali, razem także przebywali w Zakładzie Karnym w Sieradzu. Świadek przyznał, że leczył się psychiatrycznie, miał ze sobą dokumenty, które chciał okazać jednak sąd nie był zainteresowany. Z Mariuszem Ś., K. rozpoczął współpracę od 1989 roku, sprzedając towary sprowadzane przez Elektromis na ul. Bema w Poznaniu. W 1991 roku Ś. zaproponował wspólny interes przejęcia spółki Strefa Wolnocłowa. K. miał już wcześniej orzeczoną niepoczytalność, w związku z inną sprawą, którą z tego powodu umorzono. Pieniądze na Strefę Wolnocłową według świadka wyłożył Mariusz Ś., a udziałowcami były: Targi Poznańskie i Miasto Poznań.

W ramach tej spółki sprowadziliśmy 54 tiry papierosów o wartości 7 800 000 $. Chodziło o to, żeby sprowadzić te papierosy przed zmianą przepisów celnych. (…) Miałem wytrzymać żeby nie płacić ileś dni. A potem miałem udawać głupa. Przeciągnęło się to do września, nie zdążyli sprzedać papierosów, a urząd celny zabezpieczył towar. Wtedy poszedłem do szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Było to od września 1991 do czerwca 1992 roku.

Następnie świadek opowiedział, jak inny ochroniarz Elektromisu Marek Z., który był łącznikiem między świadkiem a Mariuszem Ś., ostrzegał go przed dziennikarzami. Szczególnie jednym z Gazety Poznańskiej, zgadaliśmy się, że jakiś młody dziennikarzyna był w Kościanie na terenie szpitala. Początkowo myślałem, że jest to pacjent – zeznał świadek.

W grudniu 1991 roku, podczas przepustki świadek spotkał się z Mariuszem Ś. Wtedy miał się dowiedzieć, że już dwóch dziennikarzy zostało przyłapanych na obserwowaniu działalności Ś. „dostali po zębach i mieli zabrane aparaty”.  W kolejnych wyjaśnieniach doprecyzował, że ten drugi dziennikarz „miał być kupiony”. Jednocześnie K. stwierdził, że pierwszy raz nazwisko Ziętara padło w jego obecności w 1993 roku w związku ze śmiercią Kapeli. Marek Z. powątpiewał w rozmowie ze Zdzisławem K., w samobójstwo ochroniarza. Twierdził, że nie wytrzymał on psychicznie po tym co zrobiono dziennikarzowi i „zaczął się rozklejać”. W kolejnej wypowiedzi, Zdzisław K. oświadczył, że Jarosław Ziętara nie miał być zabity, tylko mieli wybić mu z głowy zainteresowanie Elektromisem. Zginął przypadkowo, bo wydarzył się „wypadek przy pracy”. Dopytany co rozumie przez to określenie, wytłumaczył „od początku nie było założone, że człowiek ma zginąć, ale miał zostać tak zmaltretowany fizycznie i psychicznie, żeby mu się odechciało”.

Święta trójca – tak nazwał świadek trzech ochroniarzy odpowiedzialnych za uprowadzenie Ziętary i wymienił oskarżonych Lalę i Rybę oraz nieżyjącego Kapelę. Wiedzę tę pozyskał od Marka Z. Sprawcą morderstwa miał być według Zdzisława K. rosyjskojęzyczny gangster o pseudonimie Malowany, który „przypadkowo” zastrzelił Jarosława Ziętarę z pistoletu.

Kolejne rozprawy już w 2022 roku.

 

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska