16 września Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował proces, w którym oskarża się byłego senatora Aleksandra Gawronika o podżeganie i pomocnictwo w zabójstwie redaktora Jarosława Ziętary. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP obserwuje ten proces od 2019 roku. Tym razem zeznawało dwóch świadków. Rozprawa rozpoczęła się od uwzględnienia przez sąd wniosku obrony o przeprowadzenie dowodu z uzupełniającego zeznania Mariusza Ś. oraz Łucjana Z. Świadkowie mieli być przesłuchani na okoliczność spotkań z Aleksandrem Gawronikiem w obecności innego świadka Zdzisława K., który zeznawał 20 maja br.Podczas rozprawy pojawiła się także nowa okoliczność – do tej pory szef Elektromisu oraz były senator twierdzili, że nie rozmawiali o zabójstwie Jarosława Ziętary, bo  w pierwszej połowie lat 90. nie mieli ze sobą kontaktu, jednak zeznania Mariusza Ś. z 16 września temu przeczą. Dlatego prokurator złożył wniosek o konfrontację zeznań świadków Mariusza Ś., twórcy Elektromisu i Marka Króla, byłego redaktora naczelnego tygodnika „Wprost” na okoliczność określenia roli Aleksandra Gawronika, podczas spotkań opisywanych przez obu świadków (Marka Króla i Mariusza Ś.) w dwóch różnych wersjach.

Jako pierwszy wezwany został Łucjan Z. 70 letni emerytowany radca prawny i oświadczył, że oskarżonego „nie zna i nigdy z nim nie zamienił jednego zdania”. Nie zna również Zdzisława K., choć powinien go znać. Okazuje się, że Z. był syndykiem upadłości spółki Strefa Wolnocłowa, a Zdzisław K. był jej prezesem. K. powinien był przekazać syndykowi dokumentację spółki. Łucjan Z. pamiętał tą sprawę dlatego, że pierwszy raz w karierze zawodowej zdarzyło się, że nie miał od kogo odebrać dokumentów. „Z informacji, które otrzymałem wynikało, że K. jest na badaniu psychiatrycznym w szpitalu”. Po zakończeniu działalności syndyka Z. też nie miał możliwości przekazać dokumentów prezesowi K. i nie zrobił tego osobiście.

Mariusza Ś. zna i ta znajomość dotyczy kilkudziesięciu lat. Łucjan Z. był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w Puszczykowie gdzie Ś. pod koniec lat osiemdziesiątych, zakupił dom.  „Nic nie wiem na temat interesów Ś., nie robiłem z nim żadnych interesów”. Prowadził sprawy dla spółek związanych z Elektromisem, ze względu na swój zawód radcy prawnego, ale nie pamięta już szczegółów. Gdyby było coś nielegalnego, to zgodnie z etyką musiałby zawiadomić organa ścigania.

Jako drugi na salę sądową wszedł Mariusz Ś., twórca holdingu Elektromis. Zeznania rozpoczęły się od pytań obrońcy oskarżonego Aleksandra Gawronika. Mariusz Ś. oświadczył, że w 1991 roku nie spotykał się równocześnie z Aleksandrem Gawronikiem, Łucjanem Z. i Zdzisławem K. Nie przejął też w 1991 roku spółki Strefa Wolnocłowa, Gawronik w lipcu 1991 roku nie przekazał mu żadnych informacji dotyczących zmian przepisów oraz informacji przydatnych do przejęcia spółki Strefa Wolnocłowa. Nie spotykał się też z oskarżonym w swoim domu w Puszczykowie. Nigdy też nie rozmawiał z K. o Ziętarze ani o jakimkolwiek innym dziennikarzu, którego miałaby zatrzymać ochrona Elektromisu i odebrać mu aparat fotograficzny. Zdzisław K. dwa lata temu zgłosił się do Ś. do biura i zażądał żeby Mariusz Ś. mu dopłacił za dostawę towarów do sieci hurtowni w roku 1991 (prawdopodobnie)  i – cyt.   jeżeli mu nie zapłacę tych pieniędzy to będzie składał oświadczenia i zeznania obciążające mnie w sprawie Ziętary. Mariusz Ś. stwierdził, że był zdziwiony tym roszczeniem, tym bardziej, że ucieszył się, na widok Zdzisława K. po 30 latach. Jednak K. wyjaśnił, że gdyby nie musiał, to by nie szantażował Mariusza Ś. Twórca Elektromisu zakończył natychmiast spotkanie, nie ustalając co zmusza K. do takiego postępowania ani też żądanej kwoty. Według świadka nie mieli żadnych nierozliczonych spraw z przeszłości.

Następnie prokurator spytał Mariusza Ś. czy zna Marka Króla. Świadek potwierdził i doprecyzował:

spotkałem się z nim w jego domu. Zostałem poproszony o to spotkanie albo przez Aleksandra Gawronika albo przez Marka Króla, ale za pośrednictwem sekretariatu. Nie pamiętam. Tematem spotkania było dokapitalizowanie spółki wydającej tygodnik Wprost. Byłem tym zainteresowany i spotkaliśmy się w prywatnym domu pana Króla.”

Po tych słowach prokurator dopytał o rolę Aleksandra Gawronika w świetle wcześniejszych zeznań, że panowie się nie znali. Mariusz Ś. wyjaśnił, że Aleksander Gawronik był z nim na tym spotkaniu, gdyż red. Król prosił go o pośrednictwo i pomoc. Jednocześnie dodał, że oni mogli mieć ze sobą jakieś rozliczenia, ale Ś. nie uzgadniał żadnej prowizji i nie miał żadnych ustaleń biznesowych czy umowy na ewentualne negocjacje. Nie prosił też Gawronika o spotkanie z Królem. Nie wiedział o spotkaniu w Warszawie pomiędzy oskarżonym i Królem. Nie spotkał się w żadnym lokalu gastronomicznym z Gawronikiem i Królem. Do domu Marka Króla przyjechał raczej sam, nie pamięta czy był z nim kierowca czy może też oskarżony. Na pytanie prokuratora, kim był dla twórcy Elektromisu oskarżony, że mógł zaaranżować takie spotkanie Ś. odpowiedział: „Był senatorem w tym czasie i gdy do sekretariatu dzwoni pan senator, to się odbiera telefony. To jest poważna publiczna funkcja”.

O samym spotkaniu „ odbyło się w miłej atmosferze, wymieniliśmy się numerami telefonów, ale pan Król do mnie więcej nie przedzwonił.” Oczywiście był skłonny dokapitalizować spółkę, tytuł go interesował. Na spotkanie przyjechał bez broni, bo jej nie nosi i żadnej nie widział. Rutynowo ochrona posiadała broń i mieli na nią pozwolenie. Przypuszcza, że nikt w aucie nie trzymał broni tylko przy sobie [ oczywiście zakładając, że przyjechał z kierowcą lub ochroną – od autorki]. Po tych zeznaniach prokurator zapowiedział wniesienie o konfrontację pomiędzy Markiem Królem, a świadkiem na okoliczność określenia roli oskarżonego. Obrońca Aleksandra Gawronika nie sprzeciwił się, a sam oskarżony zajął stanowisko podobne co jego mecenas.

Pytany o materiały we Wproście, które według świadka były szkalujące i niekorzystne dla niego i holdingu Elektromis, odpowiedział: To że chciałem dokapitalizować ten tygodnik nie stoi w sprzeczności z tym, że te artykuły się ukazywały. To był dobry projekt biznesowy. Co do artykułów to nie pamiętam, czy rzecznik prasowy pisał sprostowania czy inaczej reagowaliśmy na nie.

Na koniec głos zabrał Aleksander Gawronik. „Jak byłem senatorem w 1993 i 4 roku zadzwonił do mnie Marek Król i spytał czy jak będę w Warszawie to się z nim spotkam. Powiedziałem czemu nie, a to było blisko od senatu i po paru dniach w umówionym terminie spotkaliśmy się w jego redakcji. Zaproponował spacer, bo pogoda była sympatyczna. Król zapytał czy podjąłbym się negocjacji dotyczących ewentualnej sprzedaży tygodnika Wprost. Gawronik zgodził się, po jakimś czasie Król zadzwonił ponownie i zaproponował spotkanie w jego domu. Pojechałem i była rozmowa. Nie pamiętam czy chodziło o dokapitalizowanie czy sprzedaż. Ja chyba pierwszy wyszedłem. Król poprosił mnie o negocjacje, bo znaliśmy się długo, a ja miałem doświadczenie biznesowe. Przyjechałem z kierowcą, który miał broń, ja też miałem pozwolenie. Więcej się nie spotkałem uznałem, że jego kondycja psychiczna jest niezasługująca na to, by się z nim spotykać.”

Następna rozprawa 11 stycznia 2022 roku.

poprzednie relacje :

 

 

Tekst i zdjęcia Aleksandra Tabaczyńska