1 września 1992 r. to dzień w którym po raz ostatni widziany był red. Jarosław Ziętara, dziennikarz „Gazety Poznańskiej”. Do dziś nie odnaleziono jego ciała i do dziś nie ma on swojego grobu. Jego przyjaciele i osoby chcące przypominać o tej nieosądzonej zbrodni spotykają się co roku 1 września w Poznaniu przy tablicy upamiętniającej jego osobę i działalność.

Także i w tym roku, w niedzielę 1 września przy tablicy upamiętniającej poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę, na ulicy Kolejowej 49 spotkali się ludzie mediów z Wielkopolski oraz znajomi zamordowanego. Wśród nich Krzysztof Kaźmierczak, redakcyjny kolega Jarka, od lat główny inicjator działań prowadzących do wyjaśnienia przyczyn i okoliczności tamtej zbrodni. Zapalono znicze, złożono kwiaty przed tablica upamiętniającą Jarosława Ziętarę. Rozdawano także bezpłatną broszurę zawierającą historię tragicznych losów reportera, której autorem jest Krzysztof Kaźmierczak.

27 lat temu pierwszy września przypadał we wtorek. Tego dnia, o koło godziny 9.00 rano po raz ostatni widziany był młody, poznański dziennikarz. Wyszedł z domu, przy ulicy Kolejowej 49 i według zeznań świadków w dwóch procesach toczących się obecnie w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, wsiadł do rzekomego radiowozu i odjechał. Odjechał prawdopodobnie w towarzystwie mężczyzn ubranych w mundury policji. Do redakcji „Gazety Poznańskiej”, w której pracował już nigdy nie dotarł. Do dziś nie odnaleziono ciała Ziętary, nie wiadomo też kiedy dokładnie zginął, ani kto go zabił. W Poznaniu znajdują się dwa miejsca upamiętniające Jarosława Ziętarę. Pierwsze to ulica jego imienia, która znajduje się przy budynku gdzie w 1992 roku mieściła się siedziba Gazety Poznańskiej. To miejsce pracy, do którego Ziętara nie dotarł 27 lat temu. Drugą lokalizacją jest tablica przy ulicy Kolejowej 49 na poznańskim Łazarzu. Na murze kamienicy, gdzie dziennikarz wynajmował mieszkanie widnieje napis: W tym domu mieszkał Jarosław Ziętara. Porwany 1 września 1992 r. Zginął bo był dziennikarzem.

Oba te symbole upamiętnienia powstały z inicjatywy Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, który do dziś walczy o wyjaśnienie okoliczności śmierci reportera. Od września br., po wakacyjnej przerwie kontynuowane będą dwa procesy związane z losami Ziętary. Jeden o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza. O czyn ten oskarżony został były senator, twórca pierwszych kantorów wymiany walut w Polsce Aleksander Gawronik, który nie przyznaje się do winy i czuje się niesłusznie oskarżony. W drugim procesie oskarża się Mirosława R., pseudonim „Ryba”, i Dariusza L., pseudonim „Lala” o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. „Ryba” i „Lala” to dwaj ochroniarze z firmy Elektromis, należącej do biznesmena Mariusza Ś., którzy przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania w Poznaniu i przekazać zabójcom. W Krakowie trwa jeszcze trzecie śledztwo, które ma ustalić, kto zabił Jarosława Ziętarę.

Trudno dziś przesądzić czy sprawy sądowe i toczące się śledztwo wyjaśnią wszystkie niewiadome tej zbrodni. Nie wiadomo też czy udowodnią winę oskarżonym, czy może w sposób wiarygodny oczyszczą ich z zarzutów. Czy bliscy dowiedzą się gdzie znajdują się szczątki zamordowanego dziennikarza i będą mogli po tylu latach go pochować. I dla mnie osobiście bardzo ważne pytanie: Czy Jarka można było uratować z rąk oprawców? Oba procesy od początku roku obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Na stronach SDP oraz CMWP zamieszane będą relacje z poszczególnych rozpraw.

Tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska